wtorek, 18 marca 2014

NIE wszystko dla mody...

Kultura i sztuka podobno słabo się w dzisiejszych czasach sprzedają, ale ja uważam, że warto otaczać się pięknem oraz śledzić prace artystów, aby rozwijać również własną wrażliwość.

Tak więc byłam dziś na wystawie prac dyplomowych absolwentów Łódzkiego ASP, a całkiem przypadkiem jedna z prac dotyczyła tematyki bliskiej XL-ce... 



Była studentka wydziału Grafiki i Malarstwa, autorka pracy All For Fashion pyta ile jesteśmy w stanie poświęcić dla mody. W swojej pracy wyśmiewa znane marki posługując się ich własnymi środkami, na przykład pięknie zaprojektowanym logo, cudownymi papierowymi torbami czy plakatami.

"Projektanci kreują modę dla kobiet, jednak szyją ubrania na wieszaki, a nie normalne zdrowe sylwetki. Co więcej twierdzą, że problem tkwi w ciałach odbiorców mody, a nie w proponowanym przez nich rozmiarze zero.

(...) W ramach dbałości o umysły i ciała dziewcząt wyrastających pod presją bycia skrajnie chudą i najlepiej od razu niesamowicie seksowną powstały pewne normy wyznaczające najniższą dopuszczalną granicę BMI dla modelek, jednak nie wszyscy się do tego stosują."

Prawdę mówiąc nie wiedziałam o istnieniu takich norm. Oglądając plakakaty znanych marek, nadal bardzo często zastanawiam się kto je w ogóle dopuścił do druku. Sińce pod oczami, rzadkie włosy i wystające kości policzkowe nie są w mojej ocenie dobrym "wabikiem" marketingowym. I nie sądzę wcale, że się nie znam.

Z tej pracy dowiedziałam się także, że marka Abercrombie & Fitch dokonuje na klientach selekcji sprawdzającej, czy są godni noszenia ich odzieży - dotyczy ona także rozmiaru. Naprawdę?

Kiedy wreszcie zrozumiemy, że piękno może mieć rozmiar zarówno XL jak i XS oraz nauczymy się po prostu cieszyć z siebie ;)?

1 komentarz:

  1. Sama prawda!
    Nie ważne w jakim jesteśmy rozmiarze, powinniśmy akceptować siebie :))

    OdpowiedzUsuń